Sztandary w strzępach (artykuł wstępny ósmego numeru Gazety Literackiej – 15 maja 1926 r., pisownia oryginalna)

Żyjemy dziś pod znakiem depresji i duchowego bezwładu, ogarniającego społeczeństwo, uginające się pod ciężarem trosk materialnych.

Ale w  ślad za zubożeniem powszechnym i zatruwającym dusze przygnębieniem, idzie jaka dziwna , niezrozumiała a potworna walka za sztuką, która przejawia się  w tem nieomal prostackim odwracaniu się tyłem od zjawisk życia kulturalnego , jakoteż w absolutnej obojętności ogółu dla wysiłków intelektualnych garstki tych, którzy powinni być kwiatem społeczeństwa, a których ono – z czarnosecińską pasją – pragnie wyrwać, jak chwast spośród siebie i precz odrzucić.

Jakto? Czyż mózgi ludzkie tak dalece skurczyły się i wyjałowiły, że niema w nich już miejsca na pokarm intelektualny? Czy Az tak nisko upadliśmy duchem, że nie stać nas choćby na tę, tak niewygórowaną ambicję dorównania kulturą innym europejskim narodom?

Narzekamy na barbarzyństwo duchowe mieszkańców drugiej półkuli. „Gruboskórni brutale, rozpychający się łokciami w pogoni za dolarem” – oto jak charakteryzujemy dosadnie Jankesów. Niestety, zapominamy o tem, że i my zaczynamy robić wszystko aby zasłużyć sobie na taką samą ocenę ze strony naszych zachodnich sąsiadów.

Mówi się dziś, że społeczeństwo nie ma czasu na czytanie książek, na odwiedzani teatrów i na interesowanie się sztuką. Nie ma czasu, bo pracuje nad ważniejszymi zagadnieniami, a przede wszystkiem nad zorganizowaniem naszego bytu narodowego… Jest to fałsz! Społeczeństwa naszego nie nurtują absolutnie żadne zagadnienia istotnej wagi. Społeczeństwo apatyczne i bezmyślne zdaje się na łaskę i niełaskę losu, partyj i prowodyrów politycznych, społeczeństwo niczego nie organizuje. Wprost przeciwnie! Ono dezorganizuje się i rozpręża w przerażającym zaniku moralności społecznej i w braku jakiegokolwiek poczucia obowiązku – nietylko wobec przyszłości, ale nawet wobec teraźniejszości.

Tedy wykręt ten nie jest zgodny z prawdą.

Mówi się dalej, że ciężkie warunki życia, że chwila nie przyja rozwojowi kultury intelektualnej. Dlaczego? – Przecież wojna dawno już minęła, a tylko w czasie wojny, krwawiąc i umierając. Mieliśmy prawo wołać, że „nie czas żałować (a w tym przypadku „pielęgnować”) róż, kiedy płoną lasy”. Czy „ciężkie czasy” mają cofać ludzkość ku barbarzyństwu? Czy troskom materjalnym nie należy raczej przeciwstawić owej energii psychicznej, przejawiającej się w ruchliwości  umysłów, w szukaniu oderwania się od materji przez nakarmienie ducha?

Nie! „Ciężkie czasy” nie usprawiedliwiają nikogo.

Mówi się wreszcie, że społeczeństwo „nie ma” na ksiązki, „nie ma za co” chodzić do teatrów na repertuar poważny, ni „ma za co” kupowac czasopism kulturalnych. Ale przypatrzmy się z temu twierdzeniu zbliska, a powiemy, że i to jest fałszem.

Są tacy, którzy nie mogą pozwolić sobie na powyższe „luksusy” (jak się to u nas – tylko u nas – nazywa), ale ci nie mieli na nie pieniędzy i dawniej. Lecz ci, których spotykamy na zabawach i dancingach, którzy przesiadują w kawiarniach, którzy wypełniają kina, cyrki i kabarety – czy ci także nie mogą poświęcić paru groszy dla nasycenia swojego skrzywdzonego, rozmyślnie ogłupianego mózgu?…

Wołamy wciąż o jakąś ideę, któryby stała się bodźcem do wysiłku narodowego i państwowego. Biadamy słusznie nad tą pustka ideową, jaką dostrzegamy w polskim życiu współczesnem. Tak, naród o tyle tylko dorósł do samodzielnego bytu, o ile stać go  na taką ideę, na jakiejś dokonanie jakiejś wielkiej pracy dla dobra ludzkości. Inaczej nic go od jarzma i rozproszenia nie uchroni.

Ale skoro dotąd nie umieliśmy wykrzesać z siebie takiej idei, starajmyż się pod jej kiełkowanie użyźnić glebę. Najbliższym naszym celem niechaj będzie utrzymanie i rozbudowa naszej kultury. Jeżeli skarby jej nie są tak obfite, byśmy mogli je rozdzielać pomiędzy inne narody, szafujmy niemi roztropnie, aby ich nie zabrakło nam samym. Nie oglądając się wyłącznie na obce wzory, budujmy nową współczesność polską, mocną jak hucząca na warsztatach praca i piękną jak myśl twórcza.

Jesteśmy jednym z najzdolniejszych narodów świata. Na obcym gruncie zasługujemy sobie zazwyczaj na miano rozumnych pionierów kultury i tęgich pracowników. Jakaż olbrzymia dysproporcja pomiędzy tym drzemiącym w nas potencjałem niewyzyskanych możliwości, a tem, cośmy zdziałali dotąd na własnej grzędzie.

Nie bądźmy grabarzami polskiej kultury i polskiej sztuki. Niechaj wysiłki ludzi walczących z własnem społeczeństwem o te postrzępione sztandary – nie padają w otchłań powszechnej obojętności i milczenia.