Kto winien? – artykuł Władysława Sebyły z pierwszego numeru dwutygodnika ZET

W dobie dzisiejszej, dobie kryzysów, coraz częściej słyszy się wyrażenie „kryzys kultury”. Coraz wyraźniej zarysowuje się atmosfera bezradności i słowo kryzys zaczyna nabierać  wszelkich cech zbiorowej psychozy, jak w średniowieczu słowo „koniec świata”. Dużo mówi się o niskim poziomie kultury szerokich sfer ludności, o obniżeniu poziomu intelektualnego młodzieży dorastającej, o słabem zainteresowaniu społeczeństwa sprawami kultury. Szuka się przyczyn i winowajców upadku kultury duchowej narodu. Szuka się i znajduje: jedna z ważniejszych przyczyn leży w układzie sił społecznych współczesnych zbiorowisk ludzkich, w kryzysie gospodarczo-ekonomicznym, który dotknął cały świat. Wini się kino, sport; literaturę. Doszukuje się błędu w stanowisku pisarzy i t. zw. Przewodników duchowych narodu. Wszystkie zarzuty, skierowane pod temi adresami, są poczęści słuszne, poczęści zaś wyssane z palca. Ale na ogół bardzo mało mówi się o tum czynniku, który urabia opinje społeczeństwa, a nawet może sobie pozwalać na kołowanie tymi opinjami , jak mu się podoba. Tym czynnikiem potężnym, mającym w ręku skomplikowany aparat środków oddziaływania, jest prasa codzienna. I nie ulega wątpliwości, że właśnie ona odegrała olbrzymią rolę w obniżaniu poziomu kulturalnego narodu. Pomijam tu cały szereg ważnych czynników, które wpłynęły na działalność prasy i jej zachowanie wobec zagadnień kultury, do zagadnienia literatury, i ile uprawnione są zarzuty skierowywane pod adresem literatury, przypisujące samym pisarzom winę jej upadku i brak zainteresowania społeczeństwa i jej sprawami.

Przed wojną największy nacisk kładziono w prasie na propagandę t. zw. Wartości duchowych narodu, w związku z czem niepoślednią rolę odgrywała w niej literatura, literatura nastrojona zresztą na mocny ton społeczno-obywatelski. Zagadnienia społeczno-polityczne można było poruszać bardzo ostrożnie. Byt materialny prasy opierał się na stałym odbiorcy, na prenumeratorze. Z chwilą odzyskania niepodległości, cały splot zagadnień społeczno-politycznych rozszerzył ramy zainteresowań prasy i zmusił ją do zaprzątnięcia uwagi palącymi kwestjami organizacji wewnętrznej państwa, usuwając tem samem w cień sprawy literatury, jako luźno związane z codziennymi aktualnościami – i pozostawiając ją niejako samej sobie. Zjawisko to było zrozumiałem i nie groźne. Po pewnym czasie okazałaby się ważność i istotnie głęboki związek literatury z całokształtem życia narodu i musiałaby ona odzyskać należne jej miejsce w prasie codziennej.

Lecz podczas wojny i po wojnie, wskutek chwiejności stosunków gospodarczych i polityczno-społecznych zmieniły się podstawy i warunki bytu materjalnego prasy. Duże jej odłamy straciły oparcie o stałego prenumeratora i zostały zmuszone do przejścia na system ulicznej sprzedaży. Tu właśnie rozpoczyna się gwałtowne obniżenie poziomu prasy. Zjawisko to zachodziło na naszych oczach i występowało w sposób niezwykle jaskrawy. Żeby zdobyć odbiorcę, masowego konsumenta, trzeba było dostosować się do jego gustów, zainteresowań i upodobań. Rozpoczęła się pogoń za sensacją, której zresztą nigdy nie brak. Sprytny przedsiębiorca prasowy zakłada pismo, idące po linji najmniejszego oporu, schlebiające najniższym instynktom rzesz czytających. Jesteśmy świadkami powodzenia tego gatunku prasy, jej rozrostu. Pismo oparte o skromny kapitał zakładowy, wyśmiewane początkowo, a mimo to czytane, rozrasta się  w olbrzymie przedsiębiorstwo prasowe, zakłada cały szereg nowych wydawnictw, skupuje już istniejące. Równocześnie inni kombinatorzy, posiadający  mniej względów kulturalnych i gotówki, skuszeni powodzeniem tego rodzaju prasy, zaczynają zakładać dzienniki o poziomie tak niskim, że niższy trudno nawet sobie pomyśleć. Powstaje szereg szmat, z których kilka z powodzeniem konkuruje nakładami z wydawnictwami inicjatorów wprowadzenia prasy tego typu. Już i niektóre z poważniejszych dzienników czują się zmuszone do pójścia na ustępstwa wobec gustów odbiorcy, wykształconego na najniższym gatunku lektury codziennej.

Tymczasem przedsiębiorstwo , które rozpoczęło akcję prowadząca w swych skutkach do rozrostu prasy brukowej: zorjentowało się, że nie może jechać dalej na tym wozie, na którym wyruszyło. W związku ze wzmocnieniem podstawy materialnej i z konkurencją prasy brukowej coraz niższego typu, obudziły się w jej łonie ambicje podwyższenia poziomu swych wydawnictw. Oczywiście teraz, biorąc pod uwagę, że przez długi czas wyjaławiało się grunt, niełatwo podnieść poziom uprawy duchowej. Obniżanie poziomu intelektualnego, schlebianie niskim upodobaniom mas szło jak po maśle, zjeżdżało się po równi pochyłej wesoło i raźnie, ale dźwigać wóz kultury pod górę, to praca powolna i ciężka. W każdym bądź razie zwrot, dający się zauważyć nie tylko w przedsiębiorstwie, o którym była mowa, lecz i w wielu innych odmianach prasy jest znamienny, pocieszający i należy tym usiłowaniom co najmniej przyklasnąć. Tym niemniej wpływ początkowej działalności pozostał i odbił się na całej prasie polskiej, szczególnie prowincjonalnej, gdzie grasuje typ prasy brukowej, niższy chyba jeszcze od najniższego stołecznego.

Na zmniejszenie zainteresowań społeczeństwa literaturą i sztuką w ogóle, wpływa, w dużej mierze słabe echo tych spraw w prasie codziennej, czego przyczyna leży w pochłonięciu prasy przez aktualności polityczno-społeczne. W większości dzienników kwestje literatury, poza sprawozdaniami teatralnymi, których poziom jest bardzo różnorodny, nie istnieją. W innych sprawy te traktuje się kątem, dorywczo, niemal lekceważąco. Niewielka zaledwie część prasy stawia je na właściwem miejscu i poziomie. A tam, gdzie tradycje wydawnictwa pozwalają, na poświęcenie większej ilości miejsca literaturze, nieraz przestarzałe poglądy na sztukę, piernikarstwo kierownictwa literackiego lub jednostronność sprawiają, że wartość tych pism, jako propagatorów zdobyczy kulturalnych jest prawie żadna.  Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Nie można uważać za literaturę wierszowanych artykulików politycznych, preparowanych z dnia na dzień przez nadwornych gryzipiórków, ani głupich powieści sensacyjno-kryminalnych, grasujących szczególnie w prasie brukowej, lecz przedostających się i do poważniejszych organów prasowych. Nie można też nazwać zainteresowaniem sprawami literatury – pomieszczania wzmianek o ukazaniu się takiej czy innej książki, zdawkowych lub grzecznościowych recenzyj. Tylko zdarzenia literackie  których już w żaden sposób nie można przemilczeć, prowokują naszą prasę do zamieszczania rozprawek krytycznych. Ale jakich? Dominuje stosunek do autora, jako zwolennika w życiu prywatnem takich, czy innych poglądów politycznych a o dziele mówi się tylko o tyle, o ile wywołuje ono swem działaniem zbyt wyraźne zadrażnienia tych poglądów.

Dziwniejszym jeszcze zjawiskiem jest to, że w każdym n-rze pisma codziennego znajduje się kolumna dla spraw ekonomiczno-gospodarczych, które są niewątpliwie niezmiernie ważne. Czyżby jednak sprawy kultury duchowej były mniej ważne od spraw ekonomicznych, a co gorsza od spraw kina i sportu? To też nasza dorastająca młodzież znaj jak tabliczkę mnożenia nazwiska wszystkich asów sportowych, ale często młodzian, nawet z ukończonem średnim zakładem nie bardo dobrze wie, kim był Żeromski, nie mówiąc już o współczesnej literaturze, o której krążą wśród młodzieży tylko jakieś mętne wieści.

Czy winna temu literatura i pisarze współcześni? Niewątpliwie i ona także. Ale wobec siły i możności oddziaływania prasy codziennej przedewszystkiem ona jest odpowiedzialna za obniżenie poziomu zainteresowań kulturalnych wśród szerokich warstw społeczeństwa i młodzieży.

Władysław Sebyła 

 

Władysław Sebyła (1902-1940)- poeta, członek redakacji dwutygodnika ZET, uważany za jednego z wybitniejszych przedstawicieli poezji okresu międzywojennego. Wzięty do niewoli przez sowietów w czasie kampanii wrześniowej, 11 kwietnia 1940 r. został bestialsko zamordowany przez NKWD strzałem w tył głowy w Piatichatkach pod Charkowem. Krótką (i z konieczności niepełną) biografię poety można znaleźć na stronie Kłobucka, jego. rodzinnego miasta. Pamięci Władysława Sebyły poświęcona jest także strona internetowa sebyla.pl.