Juliusz Gałkowski, Ikkos i Sotion na teoretycznej agorze

Jeżeli pada pytanie czy Państwo działa tylko teoretycznie (chyba, że jest to figura retoryczna) to musimy przede wszystkim zadać pytanie o ludzi w tym państwie żyjących. Czy oni też są tylko teoretycznym konstruktem? Bez ludzi żadna instytucja – także państwowa – nie działa. Pytanie o państwo jest pytaniem nie tylko o instytucje i urzędników. Jest przede wszystkim pytaniem o obywatela.

Kilkadziesiąt lat temu Andrzej Bobkowski w szkicu „Ikkos i Sotion” przypominał opowiedzianą przez Parandowskiego (jeszcze wcześniej, bo przed wojną) konfrontację dwóch osób, a właściwie dwóch, uosabianych przez owych młodzieńców, postaw. Bobkowski dostrzega, że konflikt nie jest tylko literackim sposobem budowy napięcia w snutej opowieści, ale że bohaterowie

ścierają się ze sobą nie tam w Elidzie, dwadzieścia pięć wieków temu, lecz tu, w każdym polskim gimnazjum, w każdym polskim uniwersytecie”(Ikkos i Sotion, s. 61).

I próbuje na nowo odczytać opowieść o dwóch młodzieńcach żyjących przecież ani współcześnie gwatemalskiemu wygnańcowi, ani pięćset lat przed Chrystusem, lecz tak naprawdę poza czasem, na kartach książki powstałej niemalże przed wiekiem.

Na czym polega spór pomiędzy dwoma tarentyjczykami, obrazowany ich walką o olimpijski laur? Ikkos jest profesjonalistą w każdym calu, sam zadecydował które poleis ma reprezentować (ciekawe, że mieszkańcy Tarentu przekonali się do niego właśnie w tym momencie gdy doszli do wniosku, że on zostanie zwycięzcą). Stosuje „naukowe” metody treningu i mierzy ludzi (uczciwość nakazuje przyznać, że także i siebie) prostą miarą.

Wartość człowieka mierzy on tylko jego bezpośrednią użytecznością; reszta , cała bogata reszta, nie liczy się i nie jest brana pod uwagę w jego kalkulacjach (Ikkos i Sotion, s. 63).

Jest zdecydowanym materialistą (w obu najczęściej tego słowa sposobach stosowania). Nie tylko dlatego, że dobra materialne stawiał jako cel swego działania, ale był też materialistą w sensie zdolności widzenia tylko tego co mierzalne i możliwe do sensualnego rozpoznania.

Lecz przede wszystkim dlatego, że  interesuje go przyszłość, tylko przyszłość, wydarzenia z przeszłości są raczej nauczką niż nauką. Jeszcze jednym trickiem, sposobem do osiągnięcia sukcesu niż sposobem życia. Coś co było jest niezmienne, nie do przemiany, lecz przyszłość może być przez nas wykuta na naszą modłę. Dlatego też Ikkos wybiera przyszłość…

Tym co najbardziej gniewa Sotiona w postawie protagonisty jest sztuczność, nienaturalność. Pośród wszystkich sztuczek, nauk i profesjonalnych odruchów, Sotion nie znajduje miejsca na życie.

Żyć? – powiada Ikkos – To może zrobić za ciebie każdy niewolnik!

O mój drogi, nie dam się w tym wyręczyć niewolnikowi – odparł Sotion (Dysk Olimpijski, s. 82).

Bowiem on jest samą naturalnością, samym życiem. Sotion jednak nie żyje bytowaniem zwierzęcia – bydlęcia, jakby sam powiedział. On uznaje zasady które kierują jego życie, ponieważ kierują i powinny kierować życiem wszystkich. To nie pęd lecz współsprawstwo czyni życie ludzkie rozkoszą rozwoju (indywidualnego i społecznego). I dlatego też mimo wielu potyczek słownych, ostateczne rozstrzygnięcie musiało zapaść na arenie.

Ikkos zwycięża w tym spotkaniu i zwycięży jeszcze nie raz, bo Sotion ma pewien słaby punkt: jego wartość, jego prawdziwe zalety są niewyrażalne. Sotion nie może i nie potrafi jeszcze ująć swego poglądu na świat, tak aby był zrozumiały dla wszystkich. On może przekonać tylko tych, co potrafią czuć, a tych jest zawsze mało. Gdyż tylko to, co jest do tego stopnia osiągalne dla wszystkich, iż wydaje się oczywistym najprostszemu człowiekowi, może liczyć na prawdziwe powodzenie i przyjęcie bez zastrzeżeń. Wartość Sotiona to układające się wiek za wiekiem, nieuchwytne i niewymierne cechy ducha; cechy wytwarzane z pokolenia na pokolenie w walce o podniesienie wartości człowieka, których żadną cyfrą, niestety, określić nie można. (Ikkos i Sotion, s. 68).

Spojrzenie na książkę Parandowskiego ukazaną w zwierciadle interpretacji Bobkowskiego przekonuje nas, że ta walka ciągnie się przez stulecia, chociaż – co trzeba przyznać z prawdziwym żalem – zwycięstwa Ikkosów są coraz częstsze, i że przewaga tej postawy staje się trwała, zamieniwszy się już w dominację. Tak właśnie przemija postać dotychczasowego świata i struktur dominujących dotychczas w europejskiej cywilizacji.

Nie miejmy złudzeń, nie pojawił się, tak wymarzony przez socjalistów i liberałów, nowy człowiek, ani nie jest to, będąca grozą nocnych koszmarów konserwatystów, inwazja Hunów. Ludzie zawsze mieli takie same marzenia, tylko sposoby ich realizacji (zarówno sferze indywidualnej, jak i społecznej) były rozmaite. Natomiast z całą pewnością wkładem starożytnej Grecji do cywilizacji europejskiej były dwie rzeczy: pojęcie państwa jako wspólnoty obywateli, oraz paidei czyli wychowania.

Najdoskonalszy opis tej drugiej dał na Werner Jaeger – kształtowanie człowieka, w czasach starożytnych było tworzeniem człowieka pięknego, doskonałego. Człowiek nie stanowił trybiku w maszynerii społecznej lecz nie był także wyizolowaną jednostką. Był częścią poleis – wspólnoty, która stanowiła jakby niszę ekologiczną obywatela. Paideia stanowiła narzędzie przystosowania osoby do owego środowiska. Owo doskonalenie polegało na dążeniu do doskonałości, do osiągania stanu kalokagathia (pieknodobra).

Co ciekawe, Jan Parandowski – autor Dysku olimpijskiego – choć nie czytał Jaegera doskonale rozumiał ideę pa idei, którą opisał w jednym z najpiękniejszych i tchnących miłością do antyku, opowiadań zamieszczonych w zbiorze Trzy Znaki Zodiaku.

„(…)to z początku może się wy­dać niezrozumiałe, to, żeby piękność była obowiązkiem społecznym. Tego, oczywiście, nie nakazywało żadne prawo. Ale nie tylko prawa rządzą ludźmi. Równie silna jest opinia, sąd, który ludzie wzajemnie o sobie wydają. Otóż w Grecji istniała ustalona i mocna opi­nia, że doskonały obywatel powinien być piękny. Ta­kie przekonanie, takie powszechne życzenie, takie uwielbienie piękności stwarza cuda: naród, który taki­mi pojęciami żyje, staje się rzeczywiście piękny. (…)

Oni jedni ze wszystkich narodów ziemi pojęli i utrwalili zasadę harmonii w rozwoju człowieka. Harmonia ta polegała na równomiernym kształceniu dwóch stron istoty ludzkiej: ciała i du­szy. Grecy stworzyli nazwę doskonałego człowieka, złożoną z dwóch przymiotników: „kaloskagathos” — piękny i dobry. Mieściły się w tych dwóch przymiotni­kach wszelkie zalety: i uroda, którą daje zdrowe, silne, wygimnastykowane ciało, i szlachetność, i rozum, i wy­kształcenie, i męstwo, i dzielność, i ten wdzięk moralny, będący jakby urodą duszy, a płynący z ludzkości, z ła­godności uczuć i czystości obyczajów, ten szczególny powab umysłów wytwornych, zdolnych do rozumienia i słusznej oceny innych ludzi.”

Jeżeli dobrze się przyjrzeć postaci Ikkosa, to widać że nie ta idea jest podstawą jego rozwoju i działania. Jest on przede wszystkim nastawionym na sukces pragmatycznym indywidualistą. Prawdę mówiąc ludziom żyjącym w XXI wieku trudno jest uznać sposób jego działania za niewłaściwy. Dzisiaj – jak się wydaje – Sotion przegrał ostatecznie. Indywidualizm i nastawienie na osiąganie celu jest polecane jako najlepszy sposób osiągniecie sukcesu. Problem w tym, że indywidualny sukces w systemie paidei musiał być osiągany w kontekście korzyści całej wspólnoty. Inaczej był bezużyteczny.

Negatywny bohater Dysku Olimpijskiego, jak negatywny bohater antyestablishmentowych filmów,  wskazuje że sukcesy można osiągać przede wszystkim dla osobistej, materialnej korzyści. Scena w gimnazjonie, gdzie chłopcy z różnych stron świata wyliczają materialne profity, którymi poszczególne państwa honorują zwycięzców olimpijskich, jest przykładem jak Ikkos wykrzywia koncepcję takiego nagradzania. Dla Sotiona jest oczywistą rzeczą, iż wspólnota nagradza tego co przynosi jej chwałę. Jego protagonista cała sprawę stawia do góry nogami: warto zwyciężać na igrzyskach, gdyż wtedy można otrzymać płaszcz, dzbany oliwy lub inne nagrody. Laur olimpijski – marzenie każdego zawodnika – zamienia się w talon na korzyści. Cała optyka patrzenia na wspólnotę zmienia się diametralnie – zawodnik nie reprezentuje swego poleis, jako jeden z jego elementów. On ze swoją wspólnotą zawiera kontrakt. Jego doskonałość i piękno nie są już elementem większej całości, lecz usługą świadczoną w trybie outsourcingu. Gdy wygra i zostanie spłacony, wzajemne zobowiązania ulegną wymazaniu. Sotionowi jest wszystko jedno czy jest nagroda czy jej nie ma (co prawda z przyjemnością przyjmuje wszelkie korzyści, jako słusznie należne), bo nawet gdy ją otrzyma to dalej będzie się starał, jego życie jest częścią wspólnoty – jej rozwój stanowi korzyść osobistą Sotiona. Ikkos ze swoją poleis takiego związku już nie ma.

Naprawdę – podkreślmy raz jeszcze – postawa tego drugiego nie jest demonicznym złem niszczącym świat, a jego działania mogą przynosić korzyść. Jest niewątpliwym innowatorem – jego metody treningu i sposób myślenia o sporcie przyniosły mu sukces, okazał się zatem lepszym sportowcem niż Sotion. Był także urodzonym liderem – stał się wzorem dla wielu efebów w gimnazjonie. Czyż więc czasy gdy Ikkos – jak się wydaje – pokonał ostateczne Sotiona są upadkiem i końcem świata?

Zdecydowanie nie, w czasach Ikkosa żyje się lepiej i dostatniej a możliwość wytyczenia własnych celów życiowych jest o wiele łatwiejsze. Nie jesteśmy zmuszeni do mocnych związków ze wspólnotą, możemy sobie bez niej poradzić. Wolność staje się kategorią nadrzędną i pojmowaną w sposób nie do wyobrażenia w starożytnej Olimpii. Ikkos jest niewątpliwie personifikacją postępu, a na jego tle Sotion (przecież tak samo młody) uosabia konserwatyzm. Obydwaj prezentują zarówno wady, jak i zalety tych postaw.

Istnieje tylko pewien zasadniczy problem, nasze struktury państwowe, nasza myśl o państwie, oparte są na schematach mających swe źródło w starożytnej Grecji. Państwo wypełnione strukturami nawiązującymi do demokracji ateńskiej, lecz pozbawione ducha paidei jest puste  i istnieje tylko teoretycznie. Gdy stwierdzamy, że poszczególne jego instytucje nie współdziałają między sobą, gdy takie współdziałanie trzeba wymuszać, to jest to bardzo spóźniona diagnoza. Choroba musiała dojrzewać w ukryciu przez długi czas. Duch Ikkosa opanował urzędy, tak samo jak resztę dziedzin życia.

Obywatele państwa teoretycznego spotykają się na teoretycznej agorze. A właściwie nie ma już agory, pozostał matrix. Dwadzieścia pięć wieków temu przeciwstawianie sobie Ikkosa i Sotiona miało sens – wspólnota istniała realnie, indywidualizm pierwszego miał element jeszcze charakter działań dysydenckich, buntowniczych. Obecnie obie postawy nie pretendują do monopolu na kształtowanie społeczeństwa, są równoważne. Jak się wydaje jedynym skutkiem konfrontacji jest to, że w oczach współczesnych Sotion wychodzi na frajera.

Od państwa nie oczekujemy już ani działania ani nawet współdziałania z obywatelem, ono pełni wobec nas działalność usługową, a my martwimy się co najwyżej, że kosztuje to nas zbyt wiele. Nocny stróż może pełnić rolę wspólnoty obywatelskiej tylko teoretycznie, a tym bardziej gdy jest kiepsko opłacanym pracownikiem agencji pracy tymczasowej. Patrząc na państwo w ten sposób nie oczekujemy aby nocny stróż współdziałał ze sprzątaczką czy księgową. Szczytem kooperacji jest wymaganie by tylko sobie nie przeszkadzali i wypełniali sumiennie swoje zadania – zgodnie z harmonogramem.

Jeżeli takie jest oczekiwanie suwerena – narodu, to nie ma się co dziwić że pracownik, czyli urzędy i zatrudnieni w nich ludzie odpowiadają na nie. Każdy wyznacza sobie odrębne cele i dąży do ich realizacji nie dbając zupełnie o to co jest realizowane w gmachach tuż obok. Nie tylko nie dbając, ale nawet nie mając o tym najmniejszego pojęcia. Przypominają wielkie silosy w magazynach zbożowych, nie połączone ze sobą i odcięte od świata zewnętrznego grubymi ścianami z betonu. Obywatel może co najwyżej przyjść do punktu wydawania produktów i pobrać to, co mu się zgodnie z prawem należy.

Być może możliwe jest inne pojmowanie państwa niż to, które przez stulecia formowało się w europejskiej wspólnocie kulturowej. Zapewne jest także możliwe – przynajmniej teoretycznie – stworzenie takich struktur, które będą odpowiadać zbiorowisku nastawionych na materialny sukces jednostek. Ale struktury państwa w jakim dzisiaj żyjemy, aby działać w sposób efektywny potrzebują wspólnoty obywateli. Polska na początku XXI wieku jest agorą coraz bardziej teoretycznie. Przestrzeń publiczna, mimo szeregu wspaniałych możliwości,  pustoszeje. Szeregi obywateli topnieją, a galerie handlowe wokół agory wypełniają się coraz liczniejszymi idiōtoi, zainteresowanymi co najwyżej obejrzeniem państwa w okienku telewizora. Ikkos i Sotion – jeżeli nawet przypadkiem wpadną na siebie, nie będą już kontynuować zażartego sporu. Najwyżej pójdą na piwo powspominać stare czasy.

 

_____________________________________

Andrzej Bobkowski, Ikkos i Sotion oraz inne szkice, zebrał i opracował Paweł Kądziela, Biblioteka WIĘZI, Warszawa 2009

Jan Parandowski, Dysk olimpijski, Iskry, Warszawa 1986

Jan Parandsowski, Trzy znaki zodiaku, Towarzystwo Wydawnicze Rój, 1939

Werner Jaeger, Paideia. Formowanie człowieka greckiego, Wydawnictwo Aletheia, Warszawa 2001